RSS
czwartek, 29 stycznia 2009
Jaki element współczesnej kultury śmieszy cię najbardziej? Czy rozśmieszyłby także średniowiecznego człowieka?

 Reality show

 

 

 ‘W oddali helikopter zniżył się pomiędzy dachy, zawisł na moment niczym mucha mięsna, po czym poderwał się i odleciał, zataczając łuk. Był to patrol policji szpiegujący mieszkańców przez okno.' (G. Orwell ‘1984')

 

 

 

   Sądze, ze dla średniowiecznego człowieka nie do pomyślenia byłby fakt ze ktoś patrzy jak się kapiemy czy jemy, a w szczególności gdy takich gapiących sie ‘ktosiow' jest parę milionów (!). Jeszcze parę lat temu również przezywaliśmy szok słysząc o takim programie. Pierwszym tego typu w Polsce był ‘Agent'. Jednak wszelkie granice absurdu z cala pewnością przekroczył ‘Big Brother'. Miałam wtedy około 12 lat i sama nie byłam w stanie zrozumieć zasad jakie tam panują przez pierwszych parę odcinków. Nie sadze jednak, iż powinnam mieć z tego powodu odczuwać wstyd, chyba wręcz przeciwnie, ponieważ to była kwestia mojej wyobraźni, która zwyczajnie nie mogła sobie przetworzyć dosłownej klatki dla zwierząt! z początku patrzono z przymrużeniem oka, a potem nie wiedząc jak, kiedy i dlaczego, siadaliśmy przed ekranami telewizorów podjadając chipsy i inne niezdrowe smakołyki i najnormalniej śledziliśmy zwykle rozmowy, zwykle mycie zębów, zwykle kolacje, intrygi, plotki, jakbyśmy ich mieli mało swoich w ciągu dnia?

Pierwszym z reality show był wielki brat. Fascynacja na zrealizowanie tego typu programu wzięła się z powieści Georga Orwella pt. „rok 1984". Autor doświadczony władzą, wpływami i polityka komunistów by odzwierciedlić swe doznania posłużył się postacią  Wielkiego Brata i Proli. Rzecz dzieje się w fikcyjnym państwie Oceania, rządzonym przez wszechpotężną Partię pod przywództwem Wielkiego Brata. Obywatele poddani są nieustającej inwigilacji i kontroli, reżim ingeruje w najbardziej intymne sfery życia, nieprawomyślnych eliminuje lub podporządkowuje sobie ich umysły, zamieniając w gorliwych wyznawców. Twórcy zainspirowani tymi słowami: ‘ (...) Na każdym piętrze na wprost drzwi windy spoglądał ze ściany plakat z ogromna twarzą. Była tak namalowana, ze oczy mężczyzny zdawały się śledzić każdy ruch przechodzącego. WIELKI BRAT PATRZY, głosił napis u dołu plakatu (...)' postanowili wprowadzić cos takiego w realia przyjmując naprawdę wielkie indywidua a czasem po prostu zwykłych szaraków, pozerów by nadać kolorytu produkcji.

Przykładem takiej persony może być Irek z II edycji Big Brother, który cały czas przekonywał współmieszkańców o tym, iż kontaktuje się bezpośrednio z przedstawicielami obcej cywilizacji - kosmitami, stanowił takie wizjonerskie ogniwo w programie. Cóż, można powiedzieć, że marnie skończył, ponieważ dyskretnie usunięto go z programu i zamknięto w zakładzie psychiatrycznym. Ponoć kiedy zakończyła się jego leczenie, zostawił żonę i dwójkę dzieci i rozpoczął romans z koleżanką z programu, Agnieszką, która sądziła, iż Wielki Brat pomoże jej zrobić karierę piosenkarki. Piosenkarką nie została, zyskała za to mężczyznę - kosmitę...

 

‘Nikt oczywiście nie wiedział czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto jedynie domysły, jak często i według jakich zasad Policja Myśli prowadzi inwigilację. Nie sposób też było wykluczyć, że przez cały czas nadzoruje wszystkich.' Orwell

 

 

 

   „Połowa przepytanych przez OBOP osób, które oglądają program "Big Brother", przyznaje, że się dobrze bawi. Im niższe wykształcenie, tym częściej uważają, że „BB" jest interesujący. Osoby starsze, lepiej wykształcone są zdania, że jest on nudny. Program budzi u nich niesmak i zażenowanie." (Przegląd, 18 czerwca 2001) Rzeczywiście tak jest, ‘BB', ‘Dwa Światy' itd. są żenujące, żałosne, kompromitujące, ale to z takich rzeczy się śmiejemy! Z głupoty innych! Z durnych wypowiedzi polityków, z wpadek gwiazd itd. Zawsze tak było; kiedyś się śmiano z błaznów którzy kompromitujących króli czy arystokratów ukazując w zabawny sposób ich wady. Tak i teraz każdy z nas pokątnie dowcipkuje z tego co zobaczył w telewizji, czym żywią nas ograniczone reality (nieprawdaż?). Szczerze, tak na marginesie należy przyznać, ze zwyczajnie to co widzimy w tv dotyczy każdego z nas po trochu, przykre lecz jednak prawdziwe i tak nprawde śmiejemy się z samych siebie, podobnie jak robił to wieki temu plebs kpiący ze swoich problemow.  Chce jednak zwrócić uwagę na nauki moralistyczne jakie powinniśmy wyciągać z oglądania wesołych perypetii: Kena i Barbi (uczestnicy Big Brothera) i umieli najpierw zdawać sobie sprawe ze np. nie wygląd się tylko liczy, a następnie wyszukać u siebie te wady, bo przecież mamy niegodny obraz próżności na ekranie. Efekt: zmniejszanie podobnych cech do minimum.

 

 

 

Z TEGO NIE MOŻNA SIĘ NIE UŚMIAĆ:

 (przykłady innych zabawnych reality show)

 

Grupę przystojnych osiłków miała walczyć o względy przepięknej kobiety. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ta piękność nie była transseksualistą, który na razie zdążył jedynie odbyć kuracje hormonalną oraz zoperować sobie biust. Wygrane pieniądze w programie Miriam miała przeznaczyć na dalszą ‘metamorfozę', czyli miała stać się stuprocentową kobietą. Ciekawe czy mężczyźni biorący udział w projekcie po jego zakończeniu nadal czuli się zas stuprocentowymi mężczyznami?

 

Ciekawym pomysłem był program realizowany na kanale MTV pt. :'i wanna have a famous face'. Miał na celu pomoc zakompleksionym ludziom w staniu się prawdziwymi gwiazdami, przede wszystkim pozbyciu się ich mniemania na swój temat. W grę wchodziły wszelkie zabiegi: od operacji, do kosmetyczek i stylistów. Jednymi z bohaterów odcinkowego rality byli bliźniacy którzy skarżyli się na brak powodzenia u dziewcząt i oczywiście chcieli wszystko zmienić w swoim wyglądzie. Wzorem dla nich był Brad Pitt. Chłopcy przeszli operacje, zmienili fryzury, odpowiednie ubrania im dostarczono i na uwieńczenie dzieła - kosmetyczka... Oczywiście dziewczęta szalały na ich widok. Tak naprawdę prawie nic się nie zmieniło w ich wyglądzie zewnętrznym. Widzowie zostali zrobieni w przysłowiowego balona i wmówiono im po prostu o kolosalności zmiany.

 

 

Organizatorzy przescigaja się w pomyslach, bo pojawilo się tez reality w którym nie wolno zmrozyc oka nawet na dziesiec sekund przez caly tydzien; w innym nie ma co jesc jeść i aby zdobyć pieniądze na jedzenie należy wykonać np. striptiz w barze; w Azji Wschodniej natomiast swego czasu święcił triumfy projekt, w którym uczestnicy przez cały czas jego trwania zamknięci byli w wagonikach kolejki górskiej i cały czas poruszali się w nim po tej samej trasie.

 

Mnie tez niesamowicie bawi program w którym biorą udział dwie tradycyjne rodziny. Zony się zamieniają i zmieniają tym samym kompletnie na tydzień swój świat, ponieważ każda rodzina ma inny tryb zycia, wychowywania dzieci, stosunkow miedzy małżonkami. Kobiety oczywiście nie wchodzą w głębsza relacje ze swoja ‘nowa' rodzina, narzucają im jedynie swoje stereotypy i reguły na co reszta rodziny musi się zgodzić, bo na tym polega idea tego przedsięwzięcia. Po tygodniu obie rodziny reasumują sobie jak do tej pory postępowały i żyły i przeważnie okazuje się ze czegoś im brakowało i wiele się nauczyły dzięki tym zmianom. Polska realizacja tego show jest niemożliwa. Powód: jako głęboko wierzący ludzie chyba byśmy dostali natychmiastowej palpitacji serca. Dzięki Bogu.

 

 

W postkomunistycznej Polsce az dziw bierze ze cos podobnego jak ‘Agent', ‘ryzykanci' itd. miało szanse zaistnieć i w dodatku porwało za soba tak szerokie masy. Niczym raz spróbowane ciasteczko wciąż żadni jesteśmy kolejnego i kolejnego, ale ‘co za dużo to niezdrowo' i nawet słodkości nam zbrzydną czy tez znudzi nam się zwyczajnie ten sam rodzaj ciasteczka. Endorfina podobnie jak jedzenie wywołuje stany euforyczne, stany zadowolenia, szczęścia, dlatego jesteśmy jej tak żądni, ale już 6 edycja ‘Baru' nie sprowokuje tego hormonu do pobudki jak pierwsza. ‘Społeczeństwo, które nie uległo jeszcze zupełnemu zglajchszaltowaniu i niwelizacji (termin Witkacego), powinno to odrzucić. Telewizja pełni w tym przypadku bardzo negatywną rolę społeczną, podczas kiedy mogłaby zdziałać wiele dobrego' (St. Lem) nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, bo zarty zostały stworzone dla ludzi i nie zawsze przecież musza być wyszukane, inteligentne, wysokie itd. by wywoływały u nas po prostu radość! Tak samo można by krytykować błaznów - satyryków, którzy w swej bezczelności potrafili śmiać się z brzydoty: ‘Małgośka świnia, iam też świntuch przedni' (Villon), z Boga: ‘Skoro napitek tam tak drogi, / Zbaw nas od złego, Panie Chryste.' ze znanych postaci jak: księża, biskupi, profesorzy. Ale po co? Przecież tak jak dziś śmiałe podglądanie napawa sensacji i odskoczni od trudów dnia codziennego tak i wtedy równie śmiałe zabawne wierszyki wywoływały śmiech i uczucie błogości.

 

czwartek, 15 stycznia 2009
Zinterpretuj m. in. Na podstawie granicy: ‘idea zamieniona w czyn często obraca się w swoje przeciwieństwo’

                                                              Idea, czy czyn?

 

Dzieje Zenona Ziemkiewicza z ‘Granicy' Z. Nalkowskiej są odbiciem i cichym echem zycia wielu młodych Polaków XX-lecia m-wojennego. Decyzje z jakimi się borykał gł. bohater to tak naprawdę tylko mała dawka tego z czym często do dziś przychodzi nam walczyć, bo każdy w jakiś sposób na co dzień zmaga się z mnóstwem problemów. ‘Idea to myśl przewodnia wyznaczająca cel i kierunek działania. To także istota rzeczy, doskonały wzorzec'. Rozpatrując słowa Donalda Walsha możemy zrozumieć co jest często naszym gł. błedem: ‘Jeśli ludzie nie zmienia pewnych swoich myśli, ludzkość może spotkać zagłada z własnej ręki. Najszybszym sposobem na zmianę pierwotnej myśli jest odwrócenie przebiegu procesu: myśl - słowo - czyn.' Tak naprawdę nie ma złych myśli, nie ma złych idei. Drugim dnem założeń są środki jakich się chwytamy do ich realizacji.

Ziembiewicz pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Jego ojciec, Walerian, zarządzał majątkiem boleborzanskim rodziny Tczewskich. Na skutek nieumiejętności traci swój majątek. Zenon jako dziecko uważał swych rodziców za niekwestionowane autorytety. Po ukończeniu gimnazjum studiował nauki ekonomiczne w Paryżu, które zostały przerwane ze względów finansowych. Szkoła dała mu nowe spojrzenie na rodzinny dom, którego powoli zaczął się wstydzić. Dostrzegł ciemnotę i obłudne życie rodziców. Ta zmiana postawy czyni go bardzo krytycznym wobec świata. Wszystko, z czym niegdyś się identyfikował stało mu się obce. Dlatego też "zapragnął rzeczy bardzo prostej - żyć uczciwie". Z reguły bywa tak, że dom rodzinny jest kolebką miłości, bezpieczeństwa, czasem też niestety staje się ‘piekłem na ziemi'. Często nieświadomie powielamy błędy naszych rodziców, mimo że wcześniej dostrzegaliśmy ich niedoskonałości. I w Zenonie przejawia się determinizm biologiczny, bezwzględna dziedziczność cech. Postępuje równie niegodziwie jak ojciec, pozwala odejść swoim ideałom w imię pozorowanego, powierzchownego szczęścia; takiego dla oczu otoczenia nie zaś dla samego Zenona. Z. Nałkowska w swojej powieści „Granica" stawia zasadnicze pytanie - gdzie kończy się błąd popełniony przez człowieka, a rozpoczyna czynienie zła innym? Czy wytłumaczeniem może być dom rodzinny cechujący się zakłamaniem moralnym?

"Nie, chodzi o to, że musi przecież coś istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść. Za którą przestaje się być sobą." Te słowa wypowiada Elżbieta w rozmowie z Zenonem. Dotykają one właśnie istoty problemu. Pojęcie granicy odnosi się tu do kwestii tożsamości człowieka. Jeśli przekraczamy barierę moralną, przestajemy być sobą, świadomie wyrzekamy się swojego człowieczeństwa. Jednak jak mamy określić, kiedy postępujemy etycznie, a kiedy nie? Nawet w świecie pełnym chaosu, w którym zacierają się granice między dobrem a złem, zawsze znajdziemy jakis zakres postepowania. Najważniejszym kryterium moralnym jest drugi człowiek. Jeżeli krzywdzimy człowieka, budując jego kosztem swoje własne szczęście i swój świat, przekraczamy granicę moralną, którą przekroczył Zenon, płacąc za to wysoką cenę, przy czym zniszczył życie dwóm kochającym go kobietom: Justynie i Elżbiecie.

Pragnął być kimś, a to wiązało się z nieuczciwym, nonkonformistycznym życiem oraz z poświęceniem swoich ideałów do których sądził że będzie mógł jeszcze powrócić. Z czasem jednak głęboko brnąc w swojej asekuranckiej postawie zapomniał o wspaniałych dążeniach, stały się dla niego absurdalne i męczyły go w końcu też jego osobiste sprawy.

Los Zenona Ziembiewicza mówi nam, że jednak nie można patrzeć na siebie subiektywnie, gdyż to może doprowadzić nas do tragedii, zabić w nas sumienie. Możemy stać się tacy, jak bohater "Granicy", który przez swoją działalność zaprzeczał ideałom, myślał tylko i wyłącznie o sobie, krzywdząc innych i nie licząc się z nikim. Justyna, która jest tego przykładem, oblewając go kwasem dała mu to wyraźnie do zrozumienia, że bardzo ją skrzywdził i zmarnował jej życie. Poniósł klęskę, do której sam się przyznał. Zapłacił za to wysoką cenę, czego konsekwencją było samobójstwo. Nie sprawdził się z żadnej z ról: ani w roli męża, ani kochanka, ani polityka.

--------------------------------------------

Problem dobrych intencji i brzemiennych skutków pojawia się także w ‘jadrze ciemnosci' j. conrada, gł. w kreacji Kurtza. Znamy tego bohatera przede wszystkim z opowieści innych. Mężczyzna ten dowodził stacją towarzystwa położonej w sercu kraju, w miejscu nazwanym przez Marlowa „jądrem ciemności". Potrafił popisać się w dziedzinie muzyki, malarstwa, słowa pisanego oraz charyzmą przywódcy. Mogłoby się wydawać że jego upadek spowodowany był zignorowaniem europejskich zasad kolonializmu. Ich światłych idei, jak tez sam Kurtz mówi: „Każda stacja powinna być jakby pochodnią na drodze ku lepszemu jutru, ośrodkiem handlu także, rzecz prosta, ale przy tym i humanitaryzmu, ulepszania oświaty". Lecz to była fikcja. Z powieści własnie dowiemy się prawdy na temat dążeń kolonialnych. Bohater poddający się złu, reprezentował wszystkich europejczyków: wykształcony, biały człowiek, głoszący filantropijne idee ucieka się do zabijania i gwałcenia praw człowieka, po to tylko by się wzbogacić, dać upust swoim żądzom oraz poczuć potęgę władzy nad biedniejszym ludem.

W rzeczywistości Kurtz kiedyś taki nie był, wierzył podobnie jak Marlow w pomoc szerzenia postepu cywilizacyjnego w Afryce. Z czasem władza dała mu tak wielką siłę, że nie wiedział gdzie kończy się bariera jego rozzuchwalonego a nawet barbarzyńskiego zachowania (np. głowy nabite na pale). Zło, które czynił popychało go do obłedu. Uosabiał wszystkie cechy, stanowiące o porażce białego człowieka w Afryce: wyposażony w najlepszy sprzęt pod wzniosłymi hasłami ucieka się do zabijania, by okradać.  Żadnych zasad, żadnych praw - to właśnie totalne unicestwienie nadzieji i młodzieńczego zapału do pracy z jakim przyjechał. Taki pozostał w pamięci swojej ukochanej w Europie i takim też kłamiąc przedstawił go jej Marlow.

Czemu światła idea tak często zamienia się w zgubny czyn? Często stoją nam na przeszkodzie różne wypadki losowe, ich zbieżność pociąga za sobą fiasko. Z fiaskiem w parze idzie zniechęceni, krach ideałów i wartości o jakie tak bardzo się walczyło! A podejmowanie decyzji łączy się z zakończeniem jakiegos względnego szczęścia, a zatem nie warto się spieszyć, a najlepiej gdy ktoś rozwiąże problemy za nas. Dokładnie tak myślał Ziemkiewicz licząc na zrozumienie Elżbiety, na jej pomoc, na to że sytuacja z Justyną sama się ułoży. Poczucie zagubienia i podatność na wpływy innych, niemoc, niemalże paraliż wobec postępowania doprowadziły go do dramatu. Czy zatem można powiedzieć że człowiek ten był zły? Trudniej by było bronić pod tym względem Kurtza, który w końcu sam jest świadomy ze pozwolił złu sobą manipulować. Nie był też słaby psychicznie, w końcu jego mową był oczarowany każdy a nawet przez jakiś czas sam Marlow. Sądze na podstawie tych dwóch bohaterów że przyczyną przeciwieństwa obranej idei jest brak samokrytyki, subiektywna ocena postępowania oraz ciężka droga wyzbyta od wygód, obawa straty jakiś dóbr w imię czego? Idei?

 

 

 

wtorek, 11 listopada 2008

Jask to jest że w jednej chwili masz w garści wszystko, uwielbiasz całe otoczenie, jesteś w stanie wskoczyć na Mount Everest, w sekundzie przemierzyć wyobraźnią wszytskie cudowne chwile od poczęcia i dążyć cała zawartością swojego wnętrza do energicznej budowy przyszłości! 

A potem wszystko spada na łep na szyję. Krah i jednocześnie boom na znieczulicę. Gorące emocje - od środka rozrywa zgnilizna - od zewnątrz ścina szron. 

Nie ma na co czekać. W biegu nie odwrócę się ani na chwilę. Nie stane i nie zlituje się. Wszytskie możliwe mosty i tak już spalone. Tak jest mi dane: wbiegać, nakrzyczeć, namieszać i odejść. A oni to kochają, tego pragną. Głupcy. Głupcy!!!! Oprzytomnijcie wreszcie. 

Dałabym Ci wszytsko, dziecka śmiech. Naiwność. Sexapeal. Bogactwa intelektualne. Świat jakiego nie znałeś. Ale odejdź wreszcie. Nie hańb więcej prostactwami. Pustymi słowami. Udawanym zainteresowaniem. Więzieniem... Puść mnie!

I ta sama garść, ta sama dłoń. Pięść - gniew - zło - nienawiść. I ta krew, zwykła, czerwona, a taka zardzewiała. Nie szkodzi, i tak już śnieg zasypał. Zamilcz. 

 

niedziela, 02 listopada 2008
Stupid (un)Stars

   Co zrobić żeby dostać się do telewizji? Cokolwiek w czym byście chcieli zasłynąć, czy to śpiew czy gra aktorska, powiem tyle, że im jesteście głupsi tym macie większe szanse. W sumie to po co coś robić, wystarczy się przespać z kim trzeba, lub w jakiś niezwykły sposób np. w wannie, by po prostu BYĆ. A być tzn. bynajmniej nie myśleć jak mawiał jeden z filozofów, lecz słyszeć i czytać o sobie w mediach :D W sumie nie ważne co, byleby o tobie mówiono.

 

Wielkie kariery zaczynają się od programów typu realisty show, które reprezentują wiadomo jaki poziom [o ile mieszczą się w skali w ogóle]. No ale nic, świat się zmienia, czas się zmienia. Tylko czym my się możemy pochwalić? Gdzie posłuchać dobrej muzyki? I kiedy ja mam oglądać coś kulturalnego? W nocy?! Przecież to skandal. Telewizja zrobiła wielką rewolucje głupoty na co składają się liczne realisty show, tańce. To niczym danse macabre odstawiane w tym wiecznym karnawale, kolorów i przepychu mnogością rażące. Najśmieszniejszą nazwę ma chyba polsatowska najnowsza produkcja: ‘Fabryka Gwiazd’. Fabryka Gwiazd, a może fabryka debili, bo kiedyś przełączając program za programem, w końcu pomiędzy różnymi głupimi telegrami natrafiłam na Fabrykę Gwiazd. Uczestnicy siedzieli gdzieś w jakimś pomieszczeniu i nakładali sobie pończochy na głowy i podśmiechując się niewiadomo z czego. Żenujące. Nic śmiesznego i aż serce zabolało: bo to młodzi ludzie, reprezentanci nowego pokolenia Polaków. Ale jeśli chodzi o Polsat to standart. Ten kanał zawsze stawiał na szybkie pieniądze i komercje, albo raczej jej karykature.

    Pora na telewizje kulturalną. Dzięki Bogu jedynka jeszcze nie splamiła się żadnym programem, który wzniecał by we mnie tyle zniechęcenia, lecz niestety TVP2 zaraziła się tą jak widać dalekosiężną chorobą. Śmiertelną bakterią jest Taniec na lodzie. Jedna wielka pyskówka, nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. To już nie chodzi o to że kiedy ktoś mówi co myśli publicznie wznieca kontrowersje i podniecenie. Niech mówi, ale błagam! – z sensem, niech go nie ponoszą bezsensowne emocje, bo widza to męczy i niech nie będzie bezczelny. Bo ja nie wiem.. czy tu chodzi o pieniądze czy co, że Ci ludzie, autorytety! – tak jest!- reprezentujący śmietankę polskiej muzyki przede wszystkim tak się wyzywają jakby mieli 13, może 14 lat. To są ideały? Jeśli się sprzedali, to proponuję wrzucić na wóz z gnojem i wywieźć. I jakim prawem osoba, która nie stworzyła nic inteligentnego obraża piosenkarkę, która jest niesamowicie utalentowana, która zatarła się w pamięci z twórczych piosenek, odwołujących się do emocji, przy których spędzało się czas godzinami i jest to osoba z której można być dumnym! Chodzi o Justynę Steczkowską, mieszaną z błotem przez Dodę. Mam Dodzi szczerze dość, bo nie szanuje nikogo. Potrafi pokazywać tylko tyłek i biust. A ponoć taka mądra, tylko szkoda że myśli, że wystaję jej ta inteligencja ze stanika.

  Widziałam niedawno jakiś program z Sarą May. Obgadywała wszystkich piosenkarzy z góry na dół,  i kiedy tak słuchałam jej, bliskości jej sądów z moimi, pomyślałam że ta osoba musi tworzyć coś naprawdę niezwykłego i wartościowego. Zachwyciłam się do tego stopnia jej mową, że po programie pobiegłam czem prędzej przed ekran komputera by z nadzieją ujrzeć wreszcie światełko w tym tunelu durnoty na you tube. Z płaczem i ze zgrzytem zębów zawiodłam się i poczułam jak dziecko, które okłamano. Po prostu nic. Pustka. Kolejna głupia krowa, która myśli że ma parcie na szkło.

 

    Co jest ludzie? W głowach wam się kompletnie poprzewracało... ile mam słuchać perfectu, kalibra 44 czy paktofoniki, starych polskich niektórych  utworów? Kiedy przestane patrzeć na błaznów – Majewski - (broń Boże nie mylić ze Stańczykiem!), ludzi którzy marnują swój potencjał(Wojewódzki), przestaną snuć intrygi, rozkminiać kogo by tu w świński swsób poobgadywać (Doda, Grupa Operacyjna). Bo to wszytsko co Ci ludzie robią, pokazują, jak mówią i o kim, przestalo być już śmieszne. To przeraża, to boli, to smuci.

niedziela, 19 października 2008
Moralitet Inspirujący
 

Z czym się kojarzy jesień? Ze spacerami po parku, z tarzaniem się wśród złotych liści, z podziwianiem urody tej pory roku? Nie, nie! Z głęboką tęsknotą za ciepłym latem, ze wstrętną szkołą, z durnymi kolorowymi czapeczkami jak i równie podobnie: szaliczkami. Brak słońca wzbudza apatię i zniechęcenie. I tutaj właśnie po salonach zaczyna szarżować Leń. Rozsiewa swe plony wprowadzając chaos. Pierwsze kwiaty somnambulicznie powstające stają się kwintesencją kłopotów. Bo to może być jedynka, bo to może być nie zrobienie czegoś do pracy, bo to może być brak obiadu który miałeś ugotować i z którego powodu domownicy mają żal. I nie pomaga mówienie że to ta cholera Leń!

Papiery, świstki, kłamstewka, samobójstwo moralności, brak pomysłów, stres, kombinatorstwo prowokują nas do zagubienia się. I jak się odnaleźć w tej dziczy? Stara się człowiek, ma idee, coś tam chcę naprawić i wystarczy jeden moment, jedna chwila i wszystko najnormalniej; trafia szlag! Jak się w czymś takim babrać potem? Chcesz czystego, nieskazitelnego potoku, a masz szlam. Można założyć jakąś hmm.. powłokę, kombinezon, może nawet czasem wystarczą kalosze. Ale ile wytrzymasz? Udusisz się w końcu, spocisz czy coś.

Zaprawdę jakże to może być, że człowiek o każdej porze dnia, kiedy łapie się na jakimś dumaniu dociera do niego, że w istocie jest potępiony, jest zerem. A wszyscy wkoło zwyczajnie, ot tak dla sportu uprawiają kurtuazję pod postacią: jak świetnie się z Tobą rozmawia, tylko Ty mnie rozumiesz, rewelacyjne zadanie, smaczny deser etc etc.

   Tak naprawdę nie wiem po co te wywody, bo nie dam konkretnej rady, bo i pewnie tylko ja się tak czuję jak napisałam powyżej :P Mogę rzec tylko jedno na to. Bóg trochę się ośmieszył jeśli stwierdził że jesteśmy na Jego podobieństwo. Może to było pod jakaś chwilą słabości? ^^ Ale do rzeczy.. W każdym bądź razie obdarzył nas czymś niesamowitym jak sztuka walki. Zawsze trzymaj ten miecz gdzieś tam, który przetnie tą duszącą Cię linę. Walcz z niepowodzeniami, z błędami, z drobnymi przyjemnościami które mogą Cię tylko upodlić. Bądź herosem dla samego siebie. Nie patrz na to ile maja inni, co oni już dokonali.

sobota, 02 sierpnia 2008
Norma, a perfekcja

Możesz osiągnąć szczyt bezczelności udając kogoś kim nie jesteś. Ale to przydatne. Możesz stać się olimpijczykiem, docierając do swojego celu w pocie czoła. Ale to podejrzane. Możesz grać pierwsze skrzypce na koncertach. Ale przegrasz z pychą.

Na ile jesteś w stanie posunąć się by coś osiągnąć oszustwem? Na ile robisz coś zupełnie wyłącznie dla pieniędzy? Na ile się poświęcasz wszystkiemu co robisz; wykonastwo tylko poprawnie, ramowo, czy celująco, z wyobraźnią?

Przecieram oczy i czuję się brudna, a w głowie kłębią się krwawe, opętańcze myśli. Nie tylko ja tak mam. Jeszcze 40 mln innych par oczu. Tego brudu nic nie zmaże, żadna spowiedź, żadna konsultacja z psychologiem, wiara w niepojęte siły, konstelacja gwiazd itd. Życie jest tylko jedno. Będąc z nim w symbiozie, oddając mu się w 100 procentach, pewnie zareaguje tak samo. I rankiem jak za dziecinnych lat przebudzać będzie szum górskiego potoku, szum liści w ich pełni, pewnie tez krzyk matki. Matki która się martwi i chce byś był lepszy.

poniedziałek, 02 czerwca 2008
Stop Obrzydliwy, Sprośny Świecie!

Mam dość ludzi plebsu z ograniczonymi horyzontami na życie. Rozumiem: praca, ogólnie bycie szarym człowiekiem musi być ciężkie, ale czyż to wystarczający powód by dzień w dzień powtarzać ten  sam monolog składający się z paru erotycznie-świńskich dowcipasów? Dla niektórych stało się to przerażającą normą, pewnym kanonem.

Nie mogę patrzeć na starców zmuszonych do żebrania. Taka jest sprawiedliwość? Nie ma szans by się nie shańbic i to pod koncu?

Mam dość ludzi którzy większość czasu spędzają w domach handlowych i nie rozumieją mnie kiedy mówie im o przeszywającym do głębi wietrze, soczystej zieleni trawy, bajecznym zachodzie słońca. Może jestem dziecinna, może śmieszna, ale aż łzy mi nachodzą widząc tych wszystkich zjaranych, potrzebujących jakiegoś dopalacza by ‘jakoś' przeleciało. Gdyby chociaż mieli ważne problemy.. Tak, nie znam ich, nie mogę mówić ze powinni być szczęśliwi, że są niczym uciekając od rzeczywistości, że sa niczym bo nie doceniają otoczenia. Zupełnie nie widze tego trybu życia: od melanżu do melanżu, alkohol, marihuana, płacząca matka, ojciec który woli milczeć - istotnie - nie do zniesienia sytuacja, ale że się głupio spytam: dla kogo?

Milczę i się nie wtrącam, bo sama sobie tego życze- by milczano na mój temat i by się nie wtrącano natrętnie w moje sprawy.

niedziela, 30 marca 2008
Motyw vanitas w tekstach literackich średniowiecza i baroku - ustna prezentacja

PRZEMIJANIE. Jego początków należy doszukiwać się w Księdze Koheleta skąd pochodzi powiedzenie vanitas vanitatum et omnia vanitas (marnośc nad marnościami i wszytsko marność), ale także z filozofii starożytnych jak np. Heraklita z Efezu. Motyw vanitas popularny w średniowieczu i baroku ukazujący zmienność, niedoskonałość i kruchość tego, co doczesne, i tym samym podkreślając doskonałość życia wiecznego i spraw duchowych. To, co doczesne (dobra materialne, życiowe troski, a nawet cierpienie), jest marnością. Wszystko przeminie, a człowiek nigdy nie zgłębi sensu istnienia, dlatego też powinien zaufać Bogu i oprzeć swe życie na wierze, by tym samym żyć godnie.

 

Średniowiecze

U schyłku średniowiecza tematyka śmierci znalazła się w centrum zainteresowania artystów i teologów. Na żywotność motywów wanitatywnych wpływ miał niewątpliwie Kościół, który jako instytucja dominująca w średniowieczu, starał się odciągnąć ludzi od spraw doczesnych, od dążenia do zgubnych rozkoszy, a kierował uwagę wiernych na wszystko, co było związane z życiem wiecznym. Dodatkowy wpływ na rozwój utworów traktujących o kruchości ludzkiego życia miały liczne klęski żywiołowe, epidemie, które uświadamiały ludziom, jak ulotne i krótkie jest życie człowieka, który poddany został prawu przemijania, a na koniec - śmierci. Właśnie dlatego starano się przekonać ludzi, by zadbali o to, co najważniejsze, czyli o wartości duchowe, bo to one, w ostatecznym rozrachunku z życiem, liczą się najbardziej. Świadectwem obsesyjnej postawy wobec śmierci są liczne gatunki literackie, które mówią o przemijaniu i śmierci, jak: dialogi, skargi, żale.

"Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią" (XV w.)
Mistrz Polikarp spotyka Śmierć w kościele. Jego naiwne pytania ją irytują. W swych odpowiedziach które stanowią główny temat utworu ukazuję swoją wszechwładność. W pewien sposób stara się wzbudzić w Polikarpie grozę i strach, dlatego mówi o sobie w subiektywnym i korzystnym dla siebie świetle. Dowiadujemy się z wiersza, że jej ręka dosięga każdego bez względu na płeć, wiek czy stan majątku.

Rozmowa przedstawia życie jako pewien etap. Jest marnością, drogą wiodącą do śmierci, która jest przecież zarazem przejściem do wieczności.

„Wielki Testament" Francois Villon (XV w.)
Podjęty w utworze zostaje problem starzenia się, utraty urody czy sił witalnych. Poeta pokazuje tu jednak również kwestię przemijania człowieka w historii, złudnośc dóbr doczesnych, nieubłagany upływ czasu. Akcentowana jest także w utworze zawodność pamięci oraz przekonania o ważnym znaczeniu człowieka w dziejach.

 

 

 Barok

W epoce baroku wśród artystów motyw vanitas znów stał się popularny. Zafascynowanie przemijalnością czasu, oraz związanej z nim przemijalnością żywota ludzkiego była tak wielka, że w dość sporej ilości przejawiał się choćby najmniejszy pierwiastek tego motywu.

 

Daniel Naborowski ‘Krótkość żywota'
Wiersz rozpoczyna się słowami „ Godzina za godziną niepojęcie chodzi:/ był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi." Oznacza to, że życie ludzkie jest krótkie, kruche, nietrwałe, że zawsze prowadzi do nieuniknionego końca. Czas nieubłaganie leci, a my nie możemy go zatrzymać i jedyne co człowiek może zrobić, to mądrze go wykorzystać. Zdaniem „słońce więcej nie wschodzi, to które raz minie;" autor chce nam uświadomić, że każdy kiedyś umrze i już nigdy tu nie powróci, że jest to nieuniknione, a starając się uciekać od śmierci, tylko marnujemy krótki czas, jaki został nam dany. Przecież niemożliwym jest oszukać przeznaczenie lub śmierć. Poza tym Naborowski porównuje życie do dźwięku, cienia, dymu, wiatru, błysku, punktu, czyli do rzeczy absolutnie przemijalnych.

 

‘Uwagi śmierci niechybnej' Józefa Baki

Poeta w swych wierszach jest złośliwy, kpi z ludzkiej beztroski oraz nadmiernego zainteresowania sprawami doczesnymi. W wyjątkowo ironiczny sposób traktuje doczesne życie ludzkie, zafrasowanie codziennymi sprawami, pomijanie przez ludzi faktu, a nawet zapominane, iż śmierć może w każdej chwili nadejść . Poeta ukazuje śmierć jako nagłą, srogą karę dla ludzi którzy najmniej się jej spodziewają i którzy nie patrzą w przyszłość, i są wyłącznie zatroskani sprawami doczesnymi które i tak przecież przeminą.

Wiersz jest także swoistą przestrogą skierowaną do ludzi w każdym wieku i każdego stanu, iż śmierci nikt nie ucieknie i śmierć o nikim nie zapomni. : ‘Mój staruszku przy garnuszku, darmo zgoła wierzysz w zioła(..)', ‘kawalerów śmierć szyderca Zrywa gwałtem i z kobierca'

‘O bogaczu! Masz gody, wygody i futra(...) Ma świat cały cie w respekcie. A ty wszystkim w tym despekcie(..) Trup w szatach, duch w łatach'

Poeta traktuje śmierć jako niesmaczny żart przerywający beztroski żywot ludzki. Śmierc nie wybiera, każdego zabiera -  w istocie tak należało by spoitować utwór J. Baki.

Autor przekonany o nikłej wartości ludzkich starań, proponuje w metaforyczny sposób przyjąc pokorną, bierną postawę wobec śmierci, pojmując życie jako ciągłe umieranie,a dopiero śmierć jako początek prawdziwego zycia, w którym wszyscy są równi.

 

 
PODSUMOWANIE

Śmierć jest paradoksalnie nieodłącznym elementem naszego życia, choć w pełni zdajemy sobie z tego sprawę dopiero kiedy ono się kończy. Wiemy, że ten kres kiedyś nadejdzie, ale wciąż myślimy: ‘jeszcze przecież tyle do zrobienia, jeszcze tyle przede mną'. Wydawać by się więc mogło, ze ludzie średniowiecza poświęcali tej kwestii więcej uwagi niż człowiek XXI wieku. "Danse macabre", vanitas, "memento mori", "ars moriendi" to hasła, które dziś  uległy dezaktualizacji. Śmierć stała się w pewnym sensie bardziej oswojona i nie kojarzona już z kościotrupem wymachującym kosą. Nikt nie umieszcza jej na przedzie korowodu, nikt nie uczy się sztuki umierania, choć z drugiej strony zapewne każdy zdaje sobie sprawę o nieuchronności śmierci oraz o kruchości i marności własnego istnienia. Człowiek żyje dłużej, potrafi wyleczyć wiele chorób, że niejednokrotnie udaje mu się uciec przed przeznaczeniem.

Ale śmierć i tak nas dosięgnie. Warto tu sobie uświadomić mało odkrywczą, ale nadal aktualną i ważną prawdę, że to, do czego jesteśmy tak przywiązani i przyzwyczajeni, a zatem to, co cielesne i materialne jest w gruncie rzeczy nadzwyczaj ułomne i niedoskonałe. Dziś może nam się to wydawać wartościowe, lecz w obliczu śmierci prawdziwą wartością będzie jedynie dusza. To ona stanie się bezcenną przepustką do lepszego świata, o jakim marzyli ludzie doby średniowiecza i baroku.

środa, 12 marca 2008
Wariacje niezależnie od godziny, chwili, dnia, --

Ziemia się wciąż kręci. Kręcimy się wokół Słońca. Mijają godziny, chwile, doby, pory roku. Jednego dnia dostrzegamy kwiaty w całej swej pełni i majestacie; otwarte, piękne, uwodzicielskie, a nagle są stare i zwiędnięte. Podziwiamy zachód słońca, i nagle widzimy gwiazdy. Szybko przemijają nam przed oczami obrazy, wspomnienia. Staramy się na co dzień być rozważni, patrzeć pod nogi, nie ryzykować, dotykać tylko tego co bezpieczne, czyste i związane z korzyścią. Wstając rano nie zastanawiamy się jakie to niezwykłe, że przyszło nam żyć kolejny dzień, że tak naprawdę wszystko jest niezwykłe: kanapka, która wyskakuje z tostera, droga którą przemierzamy codziennie i niby jest ta sama, lecz przecież wokół tyle się zmienia - są na niej inni ludzie, dziś widzimy pąki liści, niebo jest jaśniejsze i a nóż za chwile komuś pomożemy.

Dotykać, próbować, doświadczać - ryzykować? Przychodzą do głowy różne głupie pomysły. Czy to bezmyślność czy chęć poznania czegoś nowego? Biec, biec, biec przed siebie i czuć tylko wiatr! Zapomnieć o tym, że w domu czekają mnie obowiązki, praca, niedokończona kłótnia... Ściskać mocno ludzi tak by czuć ich ciepło, wysysać go z nich i oddawać z entą mocą! Oddychać pełną piersią, dotykać nawet tego co parzy, wdychać różne zapachy, igrać z ogniem. Tak jakby dziś było ostatnie. Nie myśl nigdy, że masz jeszcze mnóstwo czasu, że jeszcze masz szanse dotykać, kosztować, poznawać, przeżywać emocje.

Można dojść do wniosku: po co się tak spieszyć? A po co to życie jest takie krótkie? Nie należy tylko skakać ze skarp, wychodzić na dach, eksperymentować na uczuciach po to by dostarczyć sobie wrażeń. ‘Niesamowite jest życie na tej planecie' i we wszystkim można ujrzeć cos niezwykłego i niemal każda rzecz, sytuacja może okazać się ekscytująca...

sobota, 01 marca 2008
I'll be waiting

Jakkolwiek niewyglądałby świat zawsze bedzie zgorzkniały. Pośród tego bagna zmieszanego z chamstwem i prostactwem czasem udaje się dostrzegać światełko. Zgubiłam się na jarmarku pychy i wtedy pojawiłeś się Ty. Odważny. Wyciągąłeś mnie stamtąd, przypomniałeś jak się cieszyć. Zapewne już nie będę w stanie nigdy obudzić w sobie kationów i anionów dziecka, lecz reanimowałeś we mnie inne, takie które dają dorosłemu człowiekowi szczęście. Z każdym dniem czuję coraz więcej siły i zapału. Pobudzasz moją Inspirację i Imaginacje.

 

Chciałabym wykrzyczeć wszystkim jak mi źle bez Ciebie! Chciałabym by nie utrudniali mi drogi, do zrozumienia, do ciepła, do wyboru, do ulgi...

Będę czekać, bo wiem że warto. Będę udawać, że da się żyć, bo kiedyś naprawdę będzie. Dla Ciebie i z Tobą.

 
1 , 2 , 3 , 4
casinos